Ponieważ pierwsi chorzy na AIDS, o których usłyszał świat, byli homoseksualistami, narosło wokół tego faktu niemało mitów i nieporozumień. Wielu ludzi, potępiających kontakty homoseksualne jako "nienormalne" i "grzeszne", chętnie wtórowało najzagorzalszym wrogom homoseksualizmu w głoszeniu, że wreszcie "niebiosa zesłały karę" za te praktyki lub że AIDS jest "naturalną" konsekwencją "wynaturzonego" seksu. Dla zaciekłych wrogów mniejszości seksualnych pojawienie się choroby AIDS stało się okazją do mobilizowania opinii społecznej przeciwko jednostkom i środowiskom homoseksualnym. Potem okazało się, że w Afryce i na Haiti choroba AIDS szerzy się głównie wśród ludzi mających wyłącznie heteroseksualne kontakty.
Prawda jest bowiem taka, że w przypadku zakażenia HIV czynników zwiększonego ryzyka jest wiele, w tym kilka o kluczowym znaczeniu. Seks analny jest uważany za najbardziej niebezpieczny, ale jest on uprawiany nie tylko przez homoseksualistów. Pozostałe główne czynniki ryzyka - obecność innej choroby przenoszonej również drogą płciową, odurzanie się środkami obniżającymi ogólną odporność organizmu i używanie wspólnych igieł, a wreszcie liczne kontakty seksualne - rzeczywiście dotyczyły amerykańskich homoseksualistów początków lat osiemdziesiątych, których AIDS zaatakowała w pierwszej kolejności, ale ani wtedy, ani obecnie pozostała populacja nie była wolna od takich samych obciążeń. Nie ma "oczywistego" związku między AIDS i homoseksualizmem. Tak się akurat zdarzyło, że pierwsze pojedyncze przypadki, a potem pierwsze ogniska groźnej choroby - wcześniej medycynie nie znanej, choć występowała już na różnych obszarach globu - wykryto w środowisku amerykańskich homoseksualistów. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych krajach zachodnich homoseksualiści dość szybko, w obliczu zagrożenia, zmodyfikowali swoje zachowania i przestali być bezbronną wobec wirusa HIV populacją.
AIDS, choroba przerażająca, skłania ludzi do szukania sposobów ucieczki przed życiem w strachu i stąd bierze się życzeniowe interpretowanie faktów z nią związanych. Wygodnie jest myśleć, że wirus atakuje tylko tych, którzy sobie na to "zasłużyli". Jaka jest jednak wina dzieci rodzących się z HIV oraz osób zakażonych podczas transfuzji? Dzielenie ludzi na tych, którzy sobie "zasłużyli" na to, żeby żyć z wirusem, i na tych, którzy sobie na to „nie zasłużyli", ma tyle samo sensu, co doszukiwanie się domniemanych grzechów u ofiar trzęsienia ziemi, a cnoty u szczęśliwie ocalonych. Dyskryminacja osób żyjących z HIV i próby ich izolowania to walka z AIDS na oślep, utrudniająca wdrażanie racjonalnej profilaktyki. O tym, że oparta na potwierdzonych faktach, rzetelna wiedza na temat choroby jest skuteczną przed nią ochroną, świadczy ograniczenie zasięgu epidemii wśród amerykańskich homoseksualistów, którzy dzięki temu, że tworzą środowisko zorganizowane - mają własne kluby, prasę itd. - potrafili przeprowadzić u siebie skuteczną akcję edukacyjną.
W tym samym czasie wirus HIV zaatakował i atakuje nadal populację kobiet i populację nastolatków. Przenoszenie się wirusa przez kontakty heteroseksualne jest częstsze wśród bardzo młodych ludzi niż wśród osób w przedziale wieku 25-40 lat, przy czym w tej pierwszej grupie jest znamiennie wyższy wskaźnik zachorowań wśród kobiet w porównaniu z grupą drugą, choć liczba zakażonych dziewcząt jest i tak kilkakrotnie mniejsza niż chłopców. Powyższe porównania wskazują na to, że młodzież bagatelizuje zagrożenie, co z jednej strony tłumaczy się wiekiem, ale z drugiej strony brakiem troski społeczeństwa o konsekwentnie prowadzoną akcję edukacyjną. Rezultatem są mnożące się tragedie coraz młodszych wiekiem ludzi.
Zacytujemy trzy młode osoby żyjące z HIV, które chciały coś powiedzieć ku przestrodze swoich rówieśników. Dwie opowiadają, w jakich okolicznościach uległy zakażeniu. Jedna historia znana jest za pośrednictwem Pat Christen, dyrektorki Fundacji Przeciw AIDS w San Francisco.
"Od roku 1987 uprawiałem wyłącznie tzw. bezpieczniejszy seks" - mówi pacjent Fundacji - „uczyniwszy mocne postanowienie, że nie będę się narażał na zakażenie. Niestety, kilka miesięcy temu, zdarzyło mi się złamać dane sobie przyrzeczenie i poszedłem na ryzyko, mimo że zdawałem sobie z niego sprawę. Choć nigdy się to nie powtórzyło, żyłem od tej pory w strachu, aż wreszcie poddałem się testowi. Okazało się, że jednak mam wirusa. Po tylu latach konsekwentnej czujności zapomniałem się tylko ten jeden, jedyny raz. To wystarczyło. Warto, by dowiedzieli się o tym inni - może te słowa nie trafią do nich za późno."
Drugą historię zaczerpnięto z magazynu Newsweek z 3 sierpnia 1992 roku. Amy Dolph wychowała się w małym miasteczku w Teksasie. Opuściła je, by studiować w college`u. Jako ostatnia z grona bliskich koleżanek straciła dziewictwo. Unikała krótkotrwałych kontaktów seksualnych, ale drugi chłopak, z którym chodziła, przekazał jej HIV, i teraz Amy musi liczyć się z perspektywą AIDS i śmiercią. Trochę zdawała sobie sprawę z ryzyka, ponieważ wiedziała, że chłopak eksperymentował z narkotykami. O tym, że jest seropozytywna, Amy dowiedziała się w 1987 roku, po dwóch zaledwie latach pobytu w college'u. "Wszystkie moje marzenia i plany legły w gruzach" - mówi. - "Gdybym była wiedziała o AIDS więcej! Wtedy jednak mówiło się stale o grupach ryzyka - jesteś zagrożony, jeśli należysz do takiej to a takiej grupy osób. Gdy zaś uprawiasz seks z partnerem przeciwnej płci, to jesteś w grupie niskiego ryzyka. Każdy myślał: "niskie ryzyko to znaczy żadne". Amy chciałaby ostrzec rówieśników przed podobnie błędnym rozumowaniem. Pyta: "Czy tak mało jest warte twoje życie"?
Trzecie przesłanie pochodzi od działacza ruchu na rzecz mniejszości homoseksualnej i autora książki And the Band Played (A orkiestra grała...), Randy`ego Shiltsa. W magazynie "Village Voice" z 23 lutego 1988 roku pisze on: "Odpowiedzią na sytuację nie powinna być panika, lecz zachowywanie ostrożności. Kobieta, która nie domaga się od mężczyzny, by przed stosunkiem z nią założył prezerwatywę, jest 'słodką idiotką', ponieważ on właśnie może być tym pechowym dla niej partnerem, który przekaże jej wirusa, a jeśli tak, to ona ma jak w banku śmiertelną chorobę... Wielkim błędem, jaki na samym początku popełniali homoseksualiści - prawie wszyscy - było lekceważenie ostrzeżeń. Prawie żaden nie brał ich na serio, póki nie zetknął się ze śmiercią osoby znajomej. Dla wielu czas opamiętania przyszedł za późno. Czasami chciałbym potrząsnąć niejedną kobietą i mężczyzną, którzy są niepokorni wobec zagrożenia z racji tego, że żyją w związkach heteroseksualnych, i krzyknąć do nich: 'Na miłość boską, nie popełniajcie tego samego błędu, jaki my popełniliśmy'".
| Copyright © 2009 Przystanek zdrowia |
|
